Pewnego dnia zgubiłam różową rękawiczkę…

Pewnego dnia, kiedy kolejny raz zgodziłam się na coś, do czego nie do końca byłam przekonana, moja lewa rękawiczka… po prostu się zawieruszyła, opuściła mnie bez ostrzeżenia, świat kolejny raz pokazał mi, że nie warto robić czegoś wbrew sobie. Czułam to już w momencie, kiedy powiedziałam: ,,tak” propozycji, która niespodziewanie przyszła ze świata, zamiast odmówić, albo przynajmniej poprosić o czas do zastanowienia. Nie zrobiłam tego bo: jestem odpowiedzialna, nie lubię sprawiać ludziom przykrości, nie mam odwagi odmawiać, kiedy komuś na czymś bardzo zależy, albo o coś bardzo mnie prosi. Już w momencie, w którym przyjęłam tę propozycję, moje ciało zaprotestowało. Na początku nieśmiało – lekkie drżenie w okolicy splotu słonecznego. Potem załamał mi się głos, kiedy próbując wejść w rolę osoby zdroworozsądkowej, dopytywałam o szczegóły. Kiedy odłożyłam słuchawkę i próbowałam tłumaczyć samej sobie, że to nic takiego, że przecież mogę to zrobić, że propozycja jest dla mnie korzystna – rozbolała mnie głowa. W dniu, w którym miałam wywiązać się ze złożonej obietnicy, od rana bolał mnie żołądek. Czułam bolesne ściskanie, jakby jakaś metalowa obręcz zaciskała się dookoła mojej talii. Wytrzymałam to, przecież jestem silna. Przed wyjściem z domu, do kieszeni płaszcza włożyłam moje magiczne rękawiczki. Wieczorem okazało się, że jedną z nich zgubiłam, lewą.

Lewa strona ciała symbolizuje aspekt kobiecy: cierpliwość, bierność, umiejętność czekania, przyjmowania, kobiecą słabość, delikatność, odwagę do przyznania się, że czegoś nie chcesz, nie możesz, nie potrafisz, przyznawanie sobie prawa do proszenia o pomoc i przyjmowania jej. Wywiązując się z obietnicy, którą złożyłam wbrew sobie, weszłam w swój męski, zadaniowy kawałek, w swoje: ,,poradzę sobie, dam radę, potrafię, powalczę, zmuszę się, pokażę im” itp. Sprzeniewierzyłam się swojej kobiecej części a ona – symbolicznie – mnie opuściła.

Kiedy wieczorem zauważyłam stratę rękawiczki, rozpłakałam się, tak po babsku. Dziś wiem, że płakałam nie tylko z powodu straty czegoś, co było dla mnie cenne. Płakałam nad sobą, nad tym, że kolejny raz nie posłuchałam swojej intuicji, pozwoliłam się zmanipulować, nie miałam odwagi powiedzieć ,,nie”, a na dodatek, żeby ,,wyjść z twarzą” z tej sytuacji, a także z lęku, weszłam w swoją stalową, męską część, w rolę dzielnego żołnierzyka, który, choć wątłej postury, to zawsze da radę. Łzy – najbardziej naturalna reakcja ciała, pozwoliły mi bezpiecznie wejść w kobiecą, miękką część. W końcu miałam dobry pretekst, żeby popłakać się z żalu, bezradności, zmęczenia i stresu. Dały ujście napięciu całego dnia. Poczułam ulgę. Postanowiłam ,,na trochę” pozostać w swojej kobiecej części. Zamiast, jak zwykle, wskoczyć w swój zadaniowy, działający kawałek, zacząć szukać zguby, usiadłam w ciszy, żeby poprzeżywać swoje najważniejsze straty: ludzi, rzeczy, marzeń, iluzji. Potem wysłałam sms-a do przyjaciela.

,,Ojej, jaka szkoda, ale nie martw się, to tylko przedmiot, życie jest najważniejsze” – odpisał. Poczułam ulgę, choć wiedziałam, że musi upłynąć trochę czasu, bym przeżyła tę stratę i w sobie rozstała się z ukochaną rękawiczką.

Każdy stres zwykle budzi w nas dotkliwe poczucie straty. Pierwszym uczuciem, którego doznajemy po przyjściu na świat jest właśnie strata. To ona często warunkuje całe nasze życie. 

(fragment książki: ,,Różowa rękawiczka. Historie zapisane w ciele" Ewa Klepacka, Jacek Sobol, książka ukaże się jesienią b.r.)