Zranienia, które budzą demony przeszłości…

Maria trafiła do mnie z powodu niezdiagnozowanego bólu brzucha i wzdęć. Jak większość pacjentów miała ze sobą gruby segregator badań medycznych: gastroskopia, kolonoskopia, rtg itd. Wszystkie wyniki były w normie, a leki przepisane na IBS (zespół jelita drażliwego) przynosiły jedynie chwilową ulgę. Czułam, że w brzuchu Marii zamknięta jest jakaś bolesna, przerażająca tajemnica, do której bała się zbliżyć. Wiedziałam, że muszę uszanować tę tajemnicę. Poczułam, że moje ciało, a dokładnie mój brzuch, który nagle zaczął boleśnie się napinać, synchronizuje się z cierpieniem Marii. Wiedziałam, że klasyczna terapia, kontakt jedynie z głową/intelektem pacjentki, umocni jej iluzję, że problemem jest niesforny brzuch i to z nim ,,trzeba coś zrobić”. Postanowiłam zaprosić ją na sesję z Jackiem.

Patrząc na Marię, widziałem, że jej napięcie zlokalizowane jest w obrębie brzucha i miednicy. Poprosiłem, żeby położyła się na łóżku do masażu i delikatnie zacząłem badać jej ciało, jak zwykle zaczynając od miejsc oddalonych od części ciała, w której prawdopodobnie zamrożony jest uraz. Prawa strona była wyraźnie silniej napięta. Okazało się, że Maria jako dziecko miała złamaną prawą nogę, która przez pół roku nie chciała się zrosnąć. Jak trudno podjąć decyzję, czy pracować na strukturze, czy na symptomach z ciała – myśl, decyzja pojawia się błyskawicznie. Decyduję się na manipulację impulsem, zaczynam pracować na strukturze miednicy. Techniczny manewr, który wiąże się z impulsem gwałtownego rozchylenia nóg może nieść ze sobą ciąg eksplodujących jak wulkan symptomów z ciała (pozycja leżenia na plechach, nogi rozchylone, z wyczuciem końcowego napięcia). Ten manewr szybkiego rozchylenia nóg może wywołać traumę z przeszłości (gwałtowne rozchylenie to jak akt przemocy). Pacjentka głośno krzyczy, zaciska nogi.

,,Przepraszam, nie wiem co mi się stało” – szepcze, potem zaczyna cicho płakać. Ciało zareagowało jak przerażone zwierzę, w ciele którego ożyła dawna trauma.

Czy do końca jesteśmy przekonani, że w dobrym kierunku idziemy? Czy możemy się spodziewać pozytywnej czy negatywnej reakcji z ciała? Czy tak prostym manewrem technicznym możemy ,,zabić” pacjenta, czy może go uzdrowić? Czy nasze ręce przesuwając się po ludzkim ciele, chcące nieść pomoc mogą człowieka uwstecznić, dodatkowo zranić?

Bolesne zranienia, których doznajemy, najczęściej przydarzają nam się w bliskich relacjach. Kłótnia z koleżanką z pracy, czy agresywny kierowca, który zajechał ci drogę, na chwilę wytrąci cię z równowagi, ale nie dotyka twojego poczucia wartości i ważności, nie zadaje ciosu prosto w serce. Szybko zapominasz o tym wydarzeniu. Za to zranienia w ważnych relacjach dotykają nas wręcz fizycznie.

Zwykle ranią cię wydarzenia naruszające ważne dla ciebie wartości, krzywdzące cię w jawny sposób, odbierające ci coś ważnego, zachowania przemocowe, uderzające w twoją godność itp. Jednak czasami czujesz się dotknięta jednym słowem, wypowiedzianym przez osobę ważną dla ciebie. To może być pozornie niewinne spojrzenie, gest czy niespełniona obietnica. Wtedy w takiej, obiektywnie nieraniącej sytuacji, czujesz się zraniona, wstydzisz się swojej reakcji, pojawia się poczucie winy, nie rozumiesz co się z tobą dzieje. Twoje ciało chce gwałtownie zareagować, ale głowa zatrzymuje reakcję, pojawiają się myśli: ,,Nie wygłupiaj się, przecież nic się nie stało”, ,,Nie bądź śmieszna, co cię tak dotknęło?”, ,,Przestań zachowywać się jak histeryczka”. Owe, obiektywnie nieraniące sytuacje wprawiają nas w rodzaj transu, odmiennej rzeczywistości, której nie rozumiemy. Tracisz głowę, twoje ciało zachowuje się jak w sytuacji poważnego zagrożenia. Bywa, że robisz coś, czego później będziesz żałować. Zadajesz sobie pytanie: ,,Co się ze mną dzieje?”.

Kiedy badacze próbowali sporządzić obiektywną listę sytuacji, które zwykle nas ranią, okazało się, że właściwie nie jest to możliwe. Tak naprawdę każdego z nas dotykają zupełnie różne zachowania innych ludzi. Za to każdy z nas może zrobić swoją osobistą listę zranień. Jeśli ją przeanalizujesz, okaże się, że każdy z nas ma swoją ,,ranliwą” sferę.

Sferę, która powstała we wczesnym dzieciństwie, kiedy raniły nas osoby najważniejsze, a my byliśmy wobec nich bezradni.

Rodzice ranili nas zwykle nieświadomie. Bo nie mieli wystarczająco dużo czasu, bagatelizowali nasze lęki czy marzenia, bo z punktu widzenia ich dorosłej perspektywy nie były one ważne. Obiecywali coś, a potem nie dotrzymywali obietnicy. Dotykali niezrozumiałym dla dziecka żartem, zdradą sekretu, czy jakimś zachowaniem zbyt dorosłym byśmy mogli je zrozumieć.

Połykaliśmy te zranienia jak gorzki syrop na ból brzucha, często obwiniając samych siebie za zdenerwowanie czy zniecierpliwienie mamy i taty.

Dziś, w jakiś magiczny sposób, przyciągamy ludzi, którzy ranią nas podobnie, w te same ranliwe miejsca co rodzice. A rana zadana w czuły punkt boli tak dotkliwie jak uraz fizyczny, bo budzi ból z przeszłości. Okłamywanie, intencjonalny egoizm, lekceważenie, obłuda, nieuważność, niedotrzymanie obietnicy ze strony osób ważnych, wrzucają nas w odmienny świat z przeszłości, daleki od tzw. uzgodnionej rzeczywistości. Świat, w którym ożywają subiektywne przeżycia: bolesne historie z dzieciństwa, które wtedy nie mogły być rozwiązane.

Kiedy znajdujesz się w zranionym stanie świadomości, w twoim sercu ożywają postaci, których istnienia nawet nie podejrzewałaś: zranione dziecko, porzucona nastolatka, ,,ta gorsza” córka, nierozumiany samotnik itp. To one zagrzewają cię do walki lub ucieczki. To ich ból powoduje, że, pozornie bez powodu, zrywasz zaręczyny, nagle odchodzisz z pracy, żądasz rozwodu, płaczesz z bezradności, robisz karczemną awanturę przyjaciółce, albo zamieniasz się w oprawcę rzucającego się z pięściami na wyimaginowanego przeciwnika. To demony przeszłości sprawiają, że nieodebrany telefon, pozornie niewinna uwaga, czy czyjaś chwilowa nieuważność urastają w twoim sercu do rangi dramatu i nakłaniają do zerwania relacji. Najbardziej bolesne jest to, że właśnie najważniejsze, najbliższe ci osoby, które naprawdę cię kochają, cenią, podziwiają, często zupełnie nieświadomie zadają cios w twój najczulszy punkt.

Jeśli jednak poczucie zranienia nie doprowadzi do trwałego zerwania więzi, bolesna rana może być ogromną szansą do transformacji, dzięki temu twój scenariusz zranień doczeka się szczęśliwego zakończenia.

Najbardziej bolesne zranienia mogą być ratunkiem dla duszy.

 

Ćwiczenie:

Weź kartkę papieru i wypisz, namaluj, narysuj sytuacje relacyjne, które najdotkliwiej cię ranią. Przeanalizuj je i spróbuj znaleźć ich wspólny mianownik np. najbardziej boli mnie, kiedy ktoś ważny nie dotrzymuje danej mi obietnicy. Zastanów się, co się z tobą dzieje, kiedy ktoś tak się zachowuje? Czujesz się odrzucona, zlekceważona, niezauważona? Przypomnij sobie dokładnie te wszystkie sytuacje, kiedy tak się czułaś. Prawdopodobnie w tym momencie twoja głowa (zdrowy rozsądek) uruchomi racjonalizacje: ,,Ejże, nie wygłupiaj się, przecież to, że on nie zadzwonił choć obiecał, to nic takiego. Po prostu nie miał czasu, popsuł mu się telefon itp.” Żeby uciszyć intruza wyjdź z głowy, spróbuj poczuć, jak to jest być odrzuconą? Jakie to doznanie i gdzie w ciele je czujesz? Dopuść do głosu swoją zranioną postać. Nie bój się, nikt cię nie oceni, nie skrytykuje. Pozwól jej, być może po raz pierwszy w życiu, zaistnieć. Przeżyj do końca jej cierpienie. Co chciałaby powiedzieć twoja zraniona część, kiedy kolejny raz poczuje się dotknięta? Np.: ,,Kiedy obiecujesz że zadzwonisz i nie robisz tego, czuję się nieważna”. Kiedy poczujesz odwagę, by w realnej sytuacji dać prawo głosu twojej zranionej części, zrób to. Potrafisz to zrobić.